|
wstecz
Dotykanie w klasztorze
(aut. Karol Dolecki, Gazeta
Wyborcza 25.02.2003; DPS Forum 28.02.2003)
Trzy lata za kratkami posiedzi Janusz
S., karmelitanin, który za murami klasztoru w podlipnowskim Trutowie
molestował seksualnie upośledzoną czternastolatkę.
Co wydarzyło się 22 stycznia 2001 r. w zakonnej celi? - Oskarżony
polecił rozebrać się dziewczynie, a następnie dotykał jej pleców
i piersi - referowała sędzia Marzena Kępińska z lipnowskiego Sądu
Rejonowego, gdzie wczoraj zapadł wyrok. - Wykorzystał jej brak zdolności
do pokierowania swoim postępowaniem, który wynikał z upośledzenia
umysłowego w stopniu umiarkowanym.
Sędzinie prawdopodobnie chodziło o łatwość, z jaką Janusz S. zwabił
nastolatkę za klasztorne mury. Krytycznego dnia duchowny prowadził
w zastępstwie katechezę w jej klasie, w gimnazjum w pobliskim Kikole.
Po zajęciach wystarczyło, że omamił uczennicę wizją obdarowania
jej rodziny odzieżą z zagranicznych paczek, by wsiadła z nim do
auta i pojechała do Trutowa. W klasztornej celi dotykał nagiego
ciała dziewczyny. Wtedy 14-latka zaczęła głośno krzyczeć. Karmelitanin
wystraszył się i odwiózł ją do domu. Przestępstwo wyszło jednak
na jaw, kiedy nastolatka opowiedziała wszystko rodzicom. Policję
zawiadomił anonimowy rozmówca.
Janusz S. do końca procesu nie przyznał się. - Nie forował jakiejś
specjalnej linii obrony, po prostu konsekwentnie utrzymywał, że
jest niewinny - kontynuuje sędzia Kępińska. - Wyrok oparł się jednak
na zeznaniach pokrzywdzonej, jej rodziców oraz opiniach psychologicznej
i psychiatrycznej. W świetle tych ostatnich niemożliwe jest, aby
dziewczyna konfabulowała.
Sąd skazał mężczyznę na trzy lata odsiadki, o dwa mniej niż chciał
prokurator.
Zakonnik nie trafi jednak jeszcze do więzienia, bo wyrok jest nieprawomocny.
Dwóch jego obrońców zapowiedziało już, że dzisiaj złoży w lipnowskim
sądzie wniosek o pisemne uzasadnienie orzeczenia, co wróży apelację,
która odroczy definitywne rozstrzygnięcie ciągnącej się od dwóch
lat sprawy. Do tego czasu pochodzący z Krakowa 39-letni duchowny
prawdopodobnie nadal będzie pozostawał w trutowskim klasztorze,
gdzie sprawował posługę niemal przez całe śledztwo (przez niecałe
dwa i pół miesiąca przebywał w areszcie, skąd wyszedł po wpłaceniu
kaucji) i proces.
Dla "Gazety"ks. Adam Boniecki,redaktor naczelny Tygodnika
Powszechnego
Trudno mi mówić o tym, czy zakonnik nadal będzie mógł sprawować
posługę, bo to regulują specjalne przepisy, których dokładnie nie
znam. Wyrok sądu na pewno musi być jednak respektowany. Myślę jednak,
że zakon nie będzie dążył do tego, żeby człowieka zniszczyć, a raczej
będzie go ratować. Jakieś miejsce dla niego znajdzie, niekoniecznie
tam, gdzie miałby do czynienia z posługą wiernym. Przecież Kościół
nikogo nie przekreśla do końca.
Karol Dolecki
Źródło
|