| wstecz
Dyrektor małopolskiego PFRON-u oskarżony
o zaniedbania
(aut. Ireneusz Dańko, Gazeta
Wyborcza 20.06.2004; DPS Forum 29.06.2004)
Niedbalstwo szefa małopolskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji
Osób Niepełnosprawnych i dwojga innych urzędników umożliwiło - zdaniem
prokuratury - wyłudzenie setek tysięcy złotych dotacji przez biznesmena
z Nowego Sącza. Wszyscy dalej jednak zajmują swoje stanowiska.
Akt oskarżenia nowosądeckiej prokuratury zarzuca trzem pracownikom
Funduszu zaniedbanie obowiązków służbowych w związku z dotowaniem
prywatnej firmy Igell. Parę lat wstecz jej właściciel Bogdan J.
przejął upadającą Spółdzielnię Inwalidów "Limanowianka"
w Limanowej. Miał za to zapłacić mln zł oraz zagwarantować zatrudnienie
i pensje ponad 200 pracownikom, głównie niepełnosprawnym. W rzeczywistości
przedsiębiorca uiścił zaledwie 1/3 sumy, a większość zwolnionych
ludzi do dziś nie doczekała się wynagrodzenia.
PFRON zgodził się dotować działalność Bogdana J., nie sprawdzając
jego wiarygodności. Dotację 3,8 mln zł przyznano w ramach programu
"Szansa", zakładającego dofinansowanie dobrze prosperujących
firm, jeśli przejmą one bankrutujący zakład pracy chronionej i zapewnią
pracę niepełnosprawnym osobom. Przypomnijmy: prokuratura już w zeszłym
roku oskarżyła trzy likwidatorki z byłego zarządu spółdzielni i
Bogdana J. Kobietom zarzuciła niegospodarność, bo uzależniły one
produkcję od zleceń przedsiębiorcy, choć jako pośrednik nie płacił
za przyjmowany towar. Biznesmen stanął również przed sądem m.in.
za wyłudzenie dotacji z PFRON. Ustalono, że pieniądze na rzekome
inwestycje i produkcję otrzymywał na podstawie sfałszowanych faktur.
Wpłaty z Funduszu wstrzymała dopiero interwencja pracowników oburzonych
zwolnieniami i brakiem pensji.
Według śledczych Bogdan J. nie powinien dostać państwowej dotacji,
bo nie spełniał wymogów programu "Szansa" i nie wywiązywał
się z umowy zakupu spółdzielni. Mimo to oskarżona Ewa S., pełnomocnik
prezesa zarządu PFRON ds. programowych, przedłożyła wniosek Bogdana
J. o przyznanie pieniędzy. Na tej podstawie kierownictwo Funduszu
podjęło pozytywną decyzję.
- Oskarżona zrobiła tak, choć wiedziała o zastrzeżeniach dotyczących
tego przedsiębiorcy, że nie ma wystarczających środków, by przejąć
Limanowiankę i zabezpieczyć zwrot dotacji - podkreśla Zbigniew Gabryś
z prokuratury w Nowym Sączu. Jakby tego było mało, Ewa S. przekwalifikowała
jeden z wniosków Bogdana J. w ten sposób, że zamiast przesunięcia
spłaty zaległego pół mln zł, o które występował, umorzono mu całą
sumę. Łagodnym okiem na nowosądeckiego biznesmena patrzyli również
urzędnicy z małopolskiego oddziału PFRON. Dyrektor Tadeusz M. -
zdaniem prokuratury - przedłożył zarządowi w Warszawie niepełną
ocenę możliwości finansowych biznesmena co do przejęcia spółdzielni.
Wiedząc o zastrzeżeniach pracowników, pozytywnie zaopiniował też
wypłatę jednej z transzy dotacji. Tak samo główny specjalista Jan
B. przedstawił do akceptacji kierownictwa decyzję o wypłacie kolejnych
ponad 800 tys. zł.
Oskarżeni nie przyznają się do winy. Tłumaczą, że działali zgodnie
z procedurami przyznawania dotacji, które nie dają pracownikom Funduszu
możliwości kontroli rachunków bankowych wnioskodawcy. Wiceprezes
PFRON Janusz Wesołowski od "Gazety" dowiedział się, że
podlegli urzędnicy stanęli przed sądem. Nie wykluczył zawieszenia
całej trójki w obowiązkach służbowych. Jak twierdzi, kierownictwo
Funduszu badało przydział środków nowosądeckiemu przedsiębiorcy.
Nie miało jednak zastrzeżeń do swoich pracowników. - Kiedy dowiedzieliśmy
się o nieprawidłowościach w wydatkowaniu pieniędzy przez firmę Bogdana
J., wstrzymaliśmy wypłatę następnej transzy i wystąpiliśmy o zwrot
środków - zastrzega wiceprezes Wesołowski. |