| wstecz
Zbuntowani mieszkańcy - DPS w Słupsku
(aut. Maciej Sendecki, Gazeta
Wyborcza 21.12.2003; DPS Forum 8.01.2004)
Policja w domu pomocy społecznej w Słupsku
Pensjonariusze Domu Pomocy Społecznej "Leśna Oaza" w
Słupsku twierdzą, że dyrektor przywłaszcza sobie ich pieniądze za
obietnicę wybudowania nagrobków po ich śmierci. Dyrektor odpiera
zarzuty. Sprawa trafiła do prokuratury.
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa skierował do prokuratury
słupski radny PiS Zbigniew Wiczkowski. - Zgłosiła się do mnie grupa
osób z tego domu, mieszkańców i pracowników - mówi Wiczkowski. -
Opowiedzieli mi o szokujących sprawach, które dzieją się w domu
opieki. Zawiadomiłem prokuraturę, bo stwierdziłem, że trzeba to
wyjaśnić.
Pensjonariusze "Leśnej Oazy" to w większości starzy i
schorowani ludzie. Twierdzą, że dyrektor placówki przywłaszcza sobie
ich pieniądze z książeczek oszczędnościowych, obiecując, że po śmierci
wybuduje im nagrobki. Pieniądze, które rzekomo od nich pobrał, nie
wpłynęły jednak na konto depozytowe domu. Mieszkańcy "Leśnej
Oazy" opowiedzieli również, że dyrektor manipuluje ludźmi i
doprowadził do ubezwłasnowolnienia kilku osób, przez co mógł zarządzać
ich majątkiem. Po ich śmierci nie postawił im nagrobków, jak obiecał,
a rodziny zmarłych nie dostały nic. Pensjonariusze twierdzą też,
że dyrektor bezprawnie pobiera ich renty i emerytury.
- Nikogo nie oskarżam, ale odniosłem wrażenie, że dyrektor wykorzystuje
lęki tych starszych i chorych osób - mówi Wiczkowski. - Jest bardzo
podejrzane, że dyrektor sprawuje opiekę nad ubezwłasnowolnionymi.
Trzeba sprawdzić, czy ich emerytury i renty nie wpływają do kieszeni
dyrekcji.
Mieszkańcy domu mówią również, że dyrektor odnosi się do nich arogancko.
Na jednym ze spotkań miał im zagrozić wyrzuceniem z domu, jeśli
nie zgodzą się na przekazywanie mu pieniędzy.
Dyrektor "Leśnej Oazy" Aleksander Hoppe wszystkiemu zaprzecza.
- To są pomówienia! Trudno mi się do tego wszystkiego ustosunkować
- mówi dyrektor. - Owszem, mam kuratelę nad dwoma mieszkańcami domu.
Nigdy jednak nie przywłaszczałem cudzych pieniędzy i nikomu nie
obiecywałem stawiania nagrobków. Jeden z pensjonariuszy sam do mnie
przyszedł i o to poprosił. Ma u mnie zdeponowaną kwotę tysiąca złotych.
Spisaliśmy jego oświadczenie woli, którego kopię ma jego rodzina.
Nikt z mieszkańców nie ma książeczki oszczędnościowej. Nie pobierałem
od nikogo renty czy emerytury. Czasami zdarza się, że kwituję przekaz
od listonosza, ale tylko wtedy, gdy pensjonariusz wyszedł do miasta.
Słupska prokuratura nie wszczęła jeszcze dochodzenia w sprawie
"Leśnej Oazy". Na razie policja sprawdza zarzuty.
|