|
wstecz
Czy w domu dziecka w Chmielowicach
znęcano się nad wychowankami
(aut. Maciej T. Nowak; Gazeta
Wyborcza 28.04.2003; DPS Forum 10.05.2003)
Dyrektor i wychowawczyni domu dziecka
w Chmielowicach nie przyznały się w poniedziałek przed sądem do
znęcania się nad wychowankami, co zarzuca im prokuratura
Na ławie oskarżonych sądu rejonowego zasiadły wczoraj: 45-letnia
Krystyna D., była dyrektor domu dziecka, oraz 38-letnia Mariola
C., wychowawczyni.
Prokurator zarzuciła kobietom fizyczne i psychiczne znęcanie się
nad wychowankami. Ani D., ani C. nie przyznały się do winy, podtrzymały
wyjaśnienia złożone w prokuraturze i odmówiły odpowiedzi na pytania.
- Nie jest prawdą, że biłam i kopałam. Raz tylko uderzyłam ręką
w tyłek. Nikomu nie groziłam wywiezieniem do innej placówki - tłumaczyła
D. - Jestem przekonana, że dziećmi ktoś sterował. One nie są święte.
- Wykonywałam rzetelnie swoje obowiązki. Zależy mi na tym, aby
dzieci rzetelnie wypełniały obowiązek szkolny - mówiła C. - Nie
słyszałam, aby dyrektor znęcała się nad dziećmi - broniła przełożonej.
Przypomnijmy, że wg opolskiej prokuratury do znęcania miało dochodzić
od 1998 r. (wówczas D. została dyrektorką) do marca 2002 r. O tym,
co dzieje się w placówce, wychowankowie powiadomili pracowników
wydziału polityki społecznej urzędu wojewódzkiego. Wszczęto kontrolę,
która potwierdziła zarzuty, a następnie sprawę skierowano do prokuratury.
Dyrektorka miała m.in.: wyśmiewać ich wady i ułomności, obrażać
i grozić przeniesieniem do innej placówki. Ponadto biła je po głowie
i całym ciele, szarpała za włosy, zmuszała do sprzątania, odmawiając
podania obiadu i wprowadzała atmosferę terroru.
Za przypadkowe zrzucenie doniczki z kwiatem potrafiła bić winnego
deską z łóżka, za zniszczenie mopa dzieci obrywały rurą od odkurzacza,
a za samowolne wyjście do sklepu kablem. O podopiecznych miała mówić:
"Kryśka to k... i dziwka i daje chłopakom d..."
Mariola C. miała wg oskarżenia wyzywać dzieci od debilów, imbecyli,
tumanów... Groziła pobiciem, a nawet zabiciem.
D. chciała utajnienia rozprawy, ale sąd się na to nie zgodził.
Z takiej decyzji zadowoleni byli poszkodowani, którzy w sprawie
są oskarżycielami posiłkowymi. - Myślę, że za zamkniętymi drzwiami
mielibyśmy mniejsze szanse na wygranie - mówił Tomasz Ł. - Mamy
nadzieję, że inni, którzy mają podobne problemy, zobaczą, jak mogą
sobie poradzić - dodał Rafał Ł.
Następną rozprawę, na której przesłuchiwani będą pierwsi z ponad
50 świadków, zaplanowano na 30 maja. |