|
wstecz
Cudowna siła wyobraźni - Instytut
Simontona
(aut. STK; Gazeta
Poznańska 27.06.2003; DPS Forum 25.07.2003)
Cierpienie zabija. Nie tylko w potocznych
powiedzeniach, ale w rzeczywistości. Negatywne myśli i złe emocje
fatalnie wpływają na stan zdrowia człowieka. Żeby wyzdrowieć, nawet
z najcięższej choroby, trzeba najpierw przekonać siebie samego,
że warto. I że to możliwe.
Carl Simonton, amerykański onkolog i radioterapeuta, po latach
pracy stwierdził, że wielu chorych na nowotwory nie korzysta z dostępnych
terapii. Powód jest banalny. Chorzy są załamani, stracili nadzieję,
nie wierzą, że cokolwiek im pomoże, skazali się już na śmierć .
Zaczął zgłębiać problem i uznał, że w procesie zdrowienia psychiczny
stan chorego jest bardzo ważny. Opracował metodę wspierania chorych
z nowotworami za pomocą technik psychoterapeutycznych, w Santa Barbara
założył instytut. Pierwsze wyniki swoich badań opublikował na początku
lat 80. Były zaskakujące. Okazało się, że dzięki szczególnej psychoterapii
można przedłużyć życie pacjentów nawet dwukrotnie! Jednak środowisko
medyczne odrzuciło te doniesienia, bezpardonowo atakując Simontona
za brak profesjonalizmu. W kolejnych latach skuteczność jego metody
była sprawdzana przez dwa niezależne instytuty badawcze. Oba stwierdziły
to samo. Chory nie tylko dłużej żyje, ale i jakość jego życia znacznie
się poprawia. Zwiększa się także ilość wyleczeń.
Zmienić przekonania
- Dziś już nie bardzo wypada atakować tezy, że stan umysłu wpływa
na nasze zdrowie mówi dr Mariusz Wirga, jedyny polski lekarz pracujący
w Instytucie Simontona. - Jest to oczywiste, potwierdzone naukowo.
Lekarze już wiedzą na pewno, że przewlekły stres działa na fizyczną
stronę organizmu, wiele chorób ma udokumentowane podłoże psychosomatyczne.
Dr Wirga pracował jako onkolog i patolog w Poznaniu. Teoriami Simontona
zainteresował się dlatego, że robiąc biopsje - na co dzień miał
do czynienia z pacjentami w fatalnym stanie psychicznym. Zastanawiał
się, jak można im pomóc. Zafascynowany książką Simontona Triumf
życia, w rezultacie wyjechał z Polski i został pracownikiem jego
instytutu. - W skrócie mówiąc, program Simontona to sposób radzenia
sobie ze stresami życia wyjaśnia dr Wirga. - Podstawą metody jest
praca z ludzkimi przekonaniami, zwłaszcza tymi negatywnymi. Nie
mogę wyzdrowieć to jedno z częstszych przekonań chorego, zwłaszcza
na tak ciężką chorobę, jaką jest nowotwór. Według teorii Simontona,
takie przekonanie naprawdę przeszkadza w procesie zdrowienia. Nigdy
nie wyzdrowieje ktoś, kto sądzi, że wkrótce umrze. Ludzie z negatywnym
mysleniem odczuwają też więcej skutków ubocznych wszelkich terapii.
Takie myślenie należy więc zmienić na inne. Pacjent ma uznać, że
jednak może być zdrowy i dzięki temu uruchomić siły swojego organizmu
do walki z chorobą. Terapeuta pracuje z nim, wpływając na wyobraźnię.
- Praca z wyobraźnią to najstarszy znany ludzkości sposób leczniczy
mówi dr Wirga. - Świadczą o tym malowidła skalne, które powstawały
po to, żeby skierować umysł we właściwym kierunku. Ich tematem są
sceny z polowań, rytuały lecznicze i związane z płodnością. Pierwsze
zapisy na temat wykorzystywania wyobraźni w medycynie pochodzą ze
starożytnej Grecji. Lekarze radzili, by wyobrażać sobie swoją chorobę
jako uleczalną, bo tylko wtedy nasz organizm może ją pokonać.
O lepszą jakość życia
W Instytucie Simontona nie stosuje się psychoanalizy. Nie chodzi
o to, żeby drążyć, dlaczego człowiek zatruwa się negatywnymi emocjami,
jaki jest tego powód. Ważniejsze od przyczyn są fakty, pobudzenie
siły umysłu i energii. Terapii poddajają się także bliscy pacjenta.
To bardzo ważny element programu Simontona, bo przecież chory nie
jest sam w swoim nieszczęściu, dotyka ono także jego otoczenie.
Samo wyzdrowienie nie jest jednak celem terapii. Program skupia
się na jakości życia, a czasem też na przygotowaniu do śmierci.
Śmierć przecież nie zawsze jest porażką, czasem bywa wręcz pożądana.
Wrocławskie Stowarzyszenie Wspierania Rozwoju Osób Niepełnosprawnych
założyło pierwszą w świecie grupę terapeutyczną, stosującą metodę
Simontona nie dla chorych na nowotwory. Chorzy
na stwardnienie rozsiane (SM) z powodzeniem uczą się ćwiczyć umysł
do walki z chorobą, także uważaną za nieuleczalną. - Nie trzeba
tu było tworzyć jakiegoś specjalnego programu jest przekonany
dr Wirga. - Ten program nadaje się znakomicie do SM , bez konieczności
adaptacji. Tak samo, jak może się przydać ludziom zdrowym. Jakość
życia to przecież wartość uniwersalna.
|