|
wstecz
SŁUŻBA ZDROWIA ALTERNATYWĄ DLA POMOCY
SPOŁECZNEJ ?
(DPS FORUM 18.02.01)
Początek roku 2001 pozwala już dość wyraźnie
zaobserwować nowe dla domów pomocy społecznej zjawisko. W bardzo
wielu placówkach kolejka oczekujących zniknęła lub jest bardzo niewielka.
Oczekujący to mieszkańcy, których często w ogóle wolelibyśmy nie
mieć - ci, którzy stwarzać będą potencjalnie największe problemy.
Sytuacja ta widoczna jest przede wszystkim w dużych aglomeracjach
- tam, gdzie oferta pomocowa jest najszersza.
Przyczyn tego korzystnego skądinąd stanu
rzeczy jest sporo, ale w tym miejscu zajmijmy się "zagrożeniem"
płynącym z resortu zdrowia. Reforma dość gwałtownie naruszyła istniejące
w służbie zdrowia struktury. Problem korzyści lub strat dla pacjentów
stał się drugoplanowym, a przynajmniej taki jest wynik powszechnych
obserwacji. W zakresie opieki szpitalnej, reforma wymusiła częściową
kalkulację kosztów, a co za tym idzie postawiła pod znakiem zapytania
los części szpitali. Zwalniany personel tych placówek stanowi na
tyle silną grupę zawodową, że od co najmniej roku czynione są starania,
by odchodzącym zaproponować coś, co zastąpi ich wcześniejsze miejsce
pracy. Tym bardziej, że w większości wypadków ofertę taką mogą uzupełnić
niepotrzebne już budynki i infrastruktura likwidowanych jednostek.
Plan ten okazał się wybawieniem dla części
zwalnianych, chociaż stanowił niewątpliwie spontaniczne i nie do
końca przemyślane posunięcie resortu. Idea zakłada, że w zamykanych
szpitalach czy sanatoriach powstaną zakłady opiekuńczo - lecznicze
prowadzone przez personel medyczny. Do idei dostosowano przepisy...
W tej chwili resort zdrowia następująco
określa profile tworzonych jednostek:
- całodobowy oddział opiekuńczo-leczniczy (pielęgnacyjny)
- całodobowy oddział psychiatryczny opiekuńczo-leczniczy (rehabilitacyjny)
- hostel dla osób z zaburzeniami psychicznymi.
Dotyczy to leczenia psychiatrycznego, ale pozwala domniemywać o
skali i charakterze tej części reformy. We wszystkich wymienionych
typach placówek jednostką przeliczeniową jest osobodzień, a oficjalne
standardy nie wskazują na konieczność dodatkowych oddziaływań na
pacjenta (sesje terapeutyczne, porady, leczenie środowiskowe).
Pracownikom domów pomocy społecznej obraz wydawać się może coraz
bardziej klarowny: w kraju tworzone są placówki opiekuńcze kierowane
przez pracowników służby zdrowia (i to z reguły tych, których nie
chciano zatrudnić gdzie indziej). Nadzór nad nimi sprawować ma (i
robi to chyba) resort zdrowia. Pacjentami stają się ci, którzy potencjalnie
stanowić by mogli klientelę dps-ów.
W oddziałach tych i hostelach nie obowiązują standardy dotyczące
domów pomocy, a siłą rzeczy dominować będzie pielęgnacja i nastawienie
medyczne do mieszkańca. Problem jest naturalnie bardzo kontrowersyjny,
ale jakby nie dyskutowany publicznie nawet w kręgach zainteresowanych
pomocą społeczną. Z naszego punktu widzenia jest to konkurencja
i to taka, z którą dość trudno będzie sensownie walczyć.
Przez lata chcieliśmy, by służba zdrowia stworzyła np. oddziały
stałego pobytu dla szczególnie agresywnych mieszkańców czy takich
osób, które wymagają wyjątkowo częstej i kłopotliwej hospitalizacji.
W przeważającej części kraju oddziały takie nie istniały. Co najciekwasze
nie powstaną także teraz, bo specyfika tych pacjentów nie odpowiada
także tym nowym placówkom służby zdrowia.
Najprościej więc było stworzyć coś, co de facto jest kompletną
alternatywą dps-u, choć formalnie dps-em nie jest. Do pracy stają
ludzie zupełnie do tego nie przygotowani : lekarze, pielęgniarki
i salowe - wierzący w magię słowa "pacjent", preferujący
farmakologiczne sposoby rozwiązywania problemów z pacjentami, uważający
fartuch za symbol statusu. Wiele lat minie, zanim warunki życia
w takich ośrodkach ulegną korzystnym przemianom. Korzystnym z punktu
widzenia człowieka mającego tam mieszkać przez lata czy dziesięciolecia.
Dla wielu ludzi jest to jednak jedyna alternatywa : zwalniany personel
ma pracę, ludzie, z którymi nie wiadomo było, co zrobić, mają nagle
swoje miejsce. Jest też szansa, że kasy chorych będą tu hojniejsze
niż biedujący resort pomocy społecznej...
Czy jest jednak powód do euforii ???
|