|
wstecz
Zakłady opiekuńczo - lecznicze :
Starcy na bruk?
(aut. Marek Świercz; Gazeta
Opolska 23.05.2003; DPS Forum 29.05.2003)
Pacjent zakładu opiekuńczo-leczniczego
może być hospitalizoway tylko przez trzy miesiące, a jedynie w uzasadnionych
przypadkach przez pół roku. Tak wynika z nowych rozporządzeń Narodowego
Funduszu Ochrony Zdrowia. Kłopot w tym, że w opolskich ZOL-ach niektórzy
pacjenci przebywają po kilka lat. Co się z nimi teraz stanie? Zakłady
Opiekuńczo Lecznicze dowiedziały się o zmianie reguł gry, gdy poznały
treść aneksu sporządzonego przez opolski oddział Funduszu przy okazji
renegocjowania kontraktów. Aneks obowiązuje od 1 kwietnia. Pacjenci,
którzy w tym dniu przebywali w ZOL-u, powinni zostać najpóźniej
30 czerwca wypisani do domów.
- A co zrobić z tymi, którzy domu nie mają? - pyta retorycznie
Jolanta Błasik z ZOL-u w Ozimku.
Skąd ten kłopot?
Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze zaczęto tworzyć przed laty, by odciążyć
oddziały wewnętrzne. Chodziło o to, by pacjenci dochodzący już do
zdrowia (na przykład po operacjach) nie zajmowali łóżek tym, którzy
naprawdę potrzebują pomocy. Plan był następujący: chorzy wymagający
rehabilitacji i pielęgniarskiej opieki trafiać mieli do ZOL-u, a
po podleczeniu - do domu. Ważne było i to, że takie rozwiązanie
odciążało służbę zdrowia finansowo, bo tacy pacjenci pokrywali część
kosztów utrzymania.
Taka była teoria, praktyka okazała się być zupełnie inna. Do ZOL-ów
zaczęli trafiać nie tylko pacjenci pooperacyjni, ale także niesprawni
staruszkowie pozbawieni opieki bliskich, czasem ludzie bezdomni.
Pobyt obliczony na kilka miesięcy przeciągał się na lata. Taki układ,
teoretycznie patologiczny, został zaakceptowany przez stosowne urzędy.
Normalną praktyką stało się to, że starostowie, zatwierdzający zol-owskich
pacjentów, wydawali im decyzję na pobyt stały.
Nie ma dla nich miejsca
Jaka jest skala problemu? Według ustaleń "Gazety", może
dotyczyć nawet kilkuset osób. W ZOL-u w Ozimku jest w tej chwili
37 pacjentów. Kilkoro trafiło tu niedawno, ale większość przebywa
od wielu miesięcy. Gdyby ZOL podporządkował się aneksowi, musiałby
się pozbyć aż 25 swoich podopiecznych.
Kłopot w tym, że większość z nich nie ma się gdzie podziać. Są
wśród nich bezdomni, których Ozimek przejął z Niemodlina. Oni od
dawna już żadnego domu nie mają. Są też tacy, których już wcześniej
zakwalifikowano do Domów Pomocy Społecznej. Ale niełatwo tam trafić.
- 95-letnia pacjentka ma przydział na rok 2007, inny pacjent upośledzony
psychicznie może liczyć na miejsce we właściwym DPS-ie dopiero w
roku 2010. Siostry Gertruda i Maria mają dom w Krzyżowej Dolinie,
ale same mieszkać tam nie mogą, bo 87-letnia Maria nie wstaje z
łóżka i wymaga stałej opieki. Młodsza o cztery lata siostra nie
podoła takim obowiązkom. Co z nimi wszystkimi zrobić?
W równie trudnej sytuacji znajduje się ZOL w Niemodlinie. Nie dość,
że średni czas pobytu 47 pacjentów to 8 miesięcy, to na dodatek
wszyscy mają skierowanie bezterminowe. - Mamy aneks przysłany przez
Fundusz, ale mamy też decyzje starosty, który skierował tych ludzi
na pobyt stały. Czy w tych warunkach mamy prawo trzymać ich, zgodnie
z zaleceniami Funduszu, tylko przez trzy miesiące? - zastanawia
się kierująca niemodlińskim ZOL-em Teresa Adamczyk.
Na starostę można liczyć?
Nowa polityka Funduszu to kamyczek wrzucony starostom, bo to powiaty
są organami założycielskimi ZOL-ów. Stanisław Rakoczy, starosta
z Kluczborka a zarazem szef Konwentu Starostów Województwa Opolskiego,
zapewnia, że pacjenci ZOL-ów nie zostaną pozbawieni opieki.
- Fundusz ma swoje racje, ale ten problem trzeba załatwić kompleksowo.
Odciążając ZOL-e trzeba równolegle rozbudować sieć DPS-ów. Będziemy
o tym rozmawiać - zapewnia.
Opolski starosta Henryk Lakwa, gospodarz ZOL-ów w Ozimku i Niemodlinie,
również zakłada, że Fundusz powstrzyma się od radykalnych kroków.
- Na naszym terenie rozbudowujemy DPS w Prószkowie, pacjenci z
ZOL-ów znajdą w nim swoje miejsce. Ale ta cała operacja musi potrwać,
tu nie ma miejsca na pośpiech - mówi Lakwa.
Opolski starosta wskazuje na jeszcze jeden problem: w tej chwili
większość DPS-ów ma swoje specjalizacje, trafiają tam pacjenci o
określonych schorzeniach, czasem z końca kraju. Tymczasem teraz
trzeba na gwałt zbudować sieć zwykłych domów spokojnej starości,
które mogłyby zastąpić ZOL-e. Pierwsze kroki w tym kierunku już
zrobiono - w Branicach część istniejącego ZOL-u zostanie zamieniona
na taki właśnie DPS. Kłopot w tym, że to wszystko musi potrwać,
a ostatni dzień czerwca zbliża się wielkimi krokami.
- My nie wyrzucimy pacjentów na bruk - mówią zgodnie pracownicy
ZOL-ów. - Bardzo chcielibyśmy wiedzieć, czy 1 lipca Fundusz naprawdę
przestanie za nich płacić, czy może jednak się zlituje.
Opinia :
Mówi Roman Kolek, zastępca dyrektora opolskiego oddziału Narodowego
Funduszu Zdrowia do spraw medycznych:
Propozycja, którą została przedstawiona w aneksie, ma skutkować
uzyskaniem rotacji pacjentów. Chodzi o to, by ZOL-e mogły udzielać
pomocy tym pacjentom, którzy takiej pomocy naprawdę potrzebują.
Po to, by po ustabilizowaniu stanu chorobowego taki pacjent mógł
wrócić do domu, gdzie będzie dalej dochodził do zdrowia pod czułą
opieką rodziny. Stworzyliśmy w naszym województwie ponad 800 miejsc
w zakładach opiekuńczo-leczniczych, co przy naszej populacji jest
naprawdę dużą liczbą. Z naszego monitoringu wynika jednak, że czas
hospitalizowania zol-owskich pacjentów w wielu przypadkach trwa
rok albo i kilka lat. Bardzo często mamy w ZOL-ach do czynienia
z osobami, które kwalifikują się do domów pomocy społecznej. Aneks,
o którym rozmawiamy, ma tę nienormalną sytuację stopniowo unormować.
ZOL-e przejęły na siebie funkcje typowo socjalne, co na dłuższą
metę nie może być tolerowane, bo środki na ochronę zdrowia są zbyt
skąpe, by wydawać je na cele niemedyczne. My, jako Fundusz Ochrony
Zdrowia, po prostu nie możemy w takiej skali współfinansować świadczeń
socjalnych. |